To będzie kompromitacja Sejmu

Stefan Bratkowski

 

Stefan Bratkowski, nestor polskich dziennikarzy: "Władza ludowa" pacyfikowała środowisko dziennikarskie wielokrotnie. Likwidowała redakcje i całe tytuły, zmieniała w trybie represji kierownictwa redakcji, stosowała indywidualne zakazy pisania, dziesiątki osób pozbawiała pracy

 

Proszę przyjąć moje wyrazy ubolewania z powodu uchwalenia przez Wysoki Sejm ustawy o lustracji z przepisami naruszającymi Konstytucję RP i podstawy porządku prawnego w demokratycznym państwie prawa.

 

Pozwalam sobie zabrać głos jako honorowy prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, przyjętego do grupującej demokratyczne dziennikarstwo świata Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy. Wedle jej zasad, zgodnych z normami międzynarodowymi traktatów naszej cywilizacji, osąd zachowań dziennikarskich, o ile dziennikarz nie narusza norm kodeksu karnego, należy wyłącznie do organizacji dziennikarskich i samych dziennikarzy. To wyłącznie dziennikarze, nie władze państwowe, mają dbać o wiarygodność swego zawodu, o zaufanie publiczne. "Lustrować się" mogą więc wyłącznie sami dziennikarze. Władzom państwowym zgodnie z art. 54 Konstytucji RP nie wolno podejmować żadnych działań, które by ograniczały wolność słowa, czyjąkolwiek, nie tylko dziennikarzy. Tym bardziej nie wolno operować takimi środkami represji jak indywidualny zakaz pisania - tj. aktem cenzury nie tylko sprzecznej z art. 54 Konstytucji, ale zarazem nieudolnej wobec możliwości publikacji internetowych, publikacji pod pseudonimem i w tzw. "drugim obiegu". Przepisy takie, nie waham się ostrzec, skompromitują Wysoki Sejm w skali międzynarodowej.

 

Pozwolę sobie też, powołując się na moje wykształcenie prawnicze, udzielone mi przez najlepszych prawników Polski międzywojennej, zwrócić uwagę na żenujący błąd logiczny: przewidziane ustawą wymaganie lustracji dziennikarzy nie może objąć czynnych dziś w zawodzie ludzi, którzy związali się z władzami stanu wojennego w latach 1981-89, ponieważ nie ma sposobu egzekwowania od nich ani "lustracji", ani zakazu pisania; innymi słowy, represje mogłyby dotknąć tylko tych, którzy stanęli po stronie wolności i demokracji.

 

Zwracając się do Wysokiego Sejmu, korzystam z praw należnych każdemu obywatelowi naszego państwa. Niech mi będzie jednak wolno tutaj powołać się też na wkład środowiska dziennikarzy i mój skromny wkład osobisty w to, że Wysoki Sejm funkcjonować może w państwie wolności i demokracji.

 

Od czasu ruchu społecznego Października 1956, który dokonał pierwszego wyłomu w systemie, i tygodnika "Po prostu", który ten wyłom przygotował, pisma, rozpędzonego w roku 1957, "władza ludowa" pacyfikowała środowisko dziennikarskie wielokrotnie. Likwidowała redakcje i całe tytuły, zmieniała w trybie represji kierownictwa redakcji, stosowała indywidualne zakazy pisania, dziesiątki osób pozbawiała pracy, sam traciłem możliwość pisania nawet felietonu.

 

W latach 1980-81 Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, którego zostałem wtedy prezesem, odegrało istotną rolę w walce o prawdomówność mediów polskich i zostało rozwiązane przez władze stanu wojennego po 13 grudnia 1981. "Lustracji", zwanej wtedy "weryfikacją", dokonała na środowisku dziennikarskim "władza ludowa", zwalniając w efekcie z pracy parę tysięcy osób. Do roku 1989, wspomagając podziemną Solidarność i młode dziennikarstwo podziemne, "niezweryfikowani" dziennikarze polscy prowadzili szeroką, nielegalną działalność, m.in. dzięki setkom kościołów polskich, ówczesnych oaz wolnego słowa; na skalę moich niewielkich możliwości jakiś swój udział miała zapewne i rozchodząca się po kraju w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy moja samopowielająca się "Gazeta Dźwiękowa". Po czerwcu roku 1989 wycofałem się z czynnego udziału w życiu politycznym, ograniczając się wyłącznie do dziennikarstwa; Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich nadało mi tytuł swego honorowego prezesa.

 

Tylko niewielu dziennikarzy uległo ambicjom uczestniczenia jako działacze polityczni w życiu politycznym, wymagającym lustracji. I nie widzę powodu, by parę tysięcy moich koleżanek i kolegów, "zlustrowanych" tak skutecznie przez b. "władzę ludową", latami bezrobotnych, oraz tych, którzy zaczynali od dziennikarstwa w podziemiu, lustrowała teraz władza państwowa - nadomiar w trybie wręcz obraźliwym - niezależnie od tego, że wbrew Konstytucji i porządkowi demokratycznego państwa prawa.

 

Proszę wybaczyć, że zgłaszam swoje uwagi dopiero teraz, nikt jednak z projektantów ustawy nie pytał mnie jako weterana zawodu o radę w tym względzie.

 

Warszawa, 8 marca 2007

 

Źrodło: Gazeta Wyborcza